Ekspozycja jest rodzajem
fotograficznej dokumentacji rozmaitych spotkań autorskich i
dyskusyjnych, wieczorów poezji, promocji calisianów, okazjonalnych
wystaw, tematycznych konkursów, a nawet sesji popularnonaukowych czy
koncertów, jakie w ostatnich latach zorganizowała Miejska Biblioteka
wraz ze swymi licznymi filiami.
Na fotografiach można odszukać twarze profesorów
Wojciecha Wielopolskiego i Józefa Pokrzywniaka
oraz młodszych pracowników naukowych UAM, profesora Andrzeja Buko z PAN
w Warszawie, twórcy teorii wywodzącej początki państwa polskiego z
kaliskiego grodu na Zawodziu, Małgorzaty i Marka Hendrykowskich,
poznańskich filmoznawców; znanego jazzmana, Jana Ptaszyna Wróblewskiego
i córki wielkiego poety Konstantego Ildefonsa
Gałczyńskiego, Kiry Gałczyńskiej, która w Kaliszu szukała korzeni swej
matki; Krzysztofa Kornackiego, wieloletniego dyrektora sławnego Muzeum w
Kozłówce, znanej pisarki Olgi Tokarczuk... itd.
Ale także miejscowych twórców i autorytetów naukowych, jak poeta
Krzysztof Martyna, dr Grażyna Schlender (obecnie dyrektor Archiwum
Państwowego w Kaliszu) czy historyk Stanisław Małyszko.
Autor wystawy, Marcin Galant (...)
nie wylicza, ile takich imprez się odbyło.
Ale już na pierwszy rzut oka widać, że jest to dorobek imponujący, jakim
nie może się pochwalić żadna inna instytucja kulturalna działająca w
mieście. (No, może poza Filharmonią, ale to już inne - znacznie węższe -
pole działania.) Podczas gdy Teatr Bogusławskiego ogranicza
się do przygotowania kilku premier w
sezonie i - mniej lub
bardziej udanego - festiwalu, Centrum Kultury i Sztuki uprawia
działalność czysto komercyjną pod gusta niewybrednej publiki, Muzeum
zamyka się w swych czterech ścianach i na terenie Zawodzia, Młodzieżowy
Dom Kultury ożywia się praktycznie raz w roku, podczas festiwalu „Schola
Cantorum” - to właśnie Biblioteka otwiera nam szersze horyzonty.
Zaprasza mądrych ludzi, wywołuje dyskusje na ważne tematy, przypomina
najwartościowsze tradycje, pokazuje dobre przykłady, przekonując ile
można zrobić wspólnymi siłami dla dobra nas wszystkich.
Czy to jest zadanie bibliotek? - Tak, ale tylko jedno
z wielu! Bo przecież ich podstawowa funkcja to
gromadzenie i udostępnianie księgozbiorów. Skoro jednak inni sami
zwolnili się z tych obowiązków, po prostu wzięła je na siebie „hurtem”
Miejska Biblioteka. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jej nie
było...
I na koniec wypada raz jeszcze wypomnieć kaliskim
władzom miejskim szczególny paradoks. Otóż dwie
najambitniejsze, najlepiej działające miejskie instytucje kulturalne -
Biblioteka i Filharmonia - de facto nie mają własnych siedzib i działają
w skandalicznych warunkach. Filharmonia wprawdzie wynajmuje (za ciężkie
pieniądze!) salę koncertowo-wykładową od UAM, ale to rozwiązanie
tymczasowe, które za kilka lat zapewne będzie niemożliwe do
kontynuowania. Biblioteka, rozproszona po dość przypadkowych, ciasnych
pomieszczeniach po całym mieście, od lat nie może doprosić się budowy
własnego gmachu, który spełniałby jej podstawowe wymagania!
Bardzo to smutne!