Logo Biblioteki Publicznej

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

Ziemia Kaliska, 13 sierpnia 2010

Gdyby nie było książnicy?

Filia nr 5 Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Adama Asnyka przygotowała skromną, ale jakże ważną wystawę, zatytułowaną „Biblioteka - kaliszanom”.

Ziemia Kaliska - Biblioteka - kaliszanom

Ekspozycja jest rodzajem fotograficznej dokumentacji rozmaitych spotkań autorskich i dyskusyjnych, wieczorów poezji, promocji calisianów, okazjonalnych wystaw, tematycznych konkursów, a nawet sesji popularnonaukowych czy koncertów, jakie w ostatnich latach zorganizowała Miejska Biblioteka wraz ze swymi licznymi filiami.

Na fotografiach można odszukać twarze profesorów Wojciecha Wielopolskiego i Józefa Pokrzywniaka oraz młodszych pracowników naukowych UAM, profesora Andrzeja Buko z PAN w Warszawie, twórcy teorii wywodzącej początki państwa polskiego z kaliskiego grodu na Zawodziu, Małgorzaty i Marka Hendrykowskich, poznańskich filmoznawców; znanego jazzmana, Jana Ptaszyna Wróblewskiego i córki wielkiego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kiry Gałczyńskiej, która w Kaliszu szukała korzeni swej matki; Krzysztofa Kornackiego, wieloletniego dyrektora sławnego Muzeum w Kozłówce, znanej pisarki Olgi Tokarczuk... itd. Ale także miejscowych twórców i autorytetów naukowych, jak poeta Krzysztof Martyna, dr Grażyna Schlender (obecnie dyrektor Archiwum Państwowego w Kaliszu) czy historyk Stanisław Małyszko.

Autor wystawy, Marcin Galant (...) nie wylicza, ile takich imprez się odbyło. Ale już na pierwszy rzut oka widać, że jest to dorobek imponujący, jakim nie może się pochwalić żadna inna instytucja kulturalna działająca w mieście. (No, może poza Filharmonią, ale to już inne - znacznie węższe - pole działania.) Podczas gdy Teatr Bogusławskiego ogranicza się do przygotowania kilku premier w sezonie i - mniej lub bardziej udanego - festiwalu, Centrum Kultury i Sztuki uprawia działalność czysto komercyjną pod gusta niewybrednej publiki, Muzeum zamyka się w swych czterech ścianach i na terenie Zawodzia, Młodzieżowy Dom Kultury ożywia się praktycznie raz w roku, podczas festiwalu „Schola Cantorum” - to właśnie Biblioteka otwiera nam szersze horyzonty. Zaprasza mądrych ludzi, wywołuje dyskusje na ważne tematy, przypomina najwartościowsze tradycje, pokazuje dobre przykłady, przekonując ile można zrobić wspólnymi siłami dla dobra nas wszystkich.

Czy to jest zadanie bibliotek? - Tak, ale tylko jedno z wielu! Bo przecież ich podstawowa funkcja to gromadzenie i udostępnianie księgozbiorów. Skoro jednak inni sami zwolnili się z tych obowiązków, po prostu wzięła je na siebie „hurtem” Miejska Biblioteka. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby jej nie było...

I na koniec wypada raz jeszcze wypomnieć kaliskim władzom miejskim szczególny paradoks. Otóż dwie najambitniejsze, najlepiej działające miejskie instytucje kulturalne - Biblioteka i Filharmonia - de facto nie mają własnych siedzib i działają w skandalicznych warunkach. Filharmonia wprawdzie wynajmuje (za ciężkie pieniądze!) salę koncertowo-wykładową od UAM, ale to rozwiązanie tymczasowe, które za kilka lat zapewne będzie niemożliwe do kontynuowania. Biblioteka, rozproszona po dość przypadkowych, ciasnych pomieszczeniach po całym mieście, od lat nie może doprosić się budowy własnego gmachu, który spełniałby jej podstawowe wymagania! Bardzo to smutne!

Bożena Szal-Truszkowska