„Co nam po
PRL-u”
Biblioteka Główna, 4 kwietnia 2008
„Spotkania
z COOLturą" coraz popularniejsze
Spadek po PRL-u, nie taki znów straszny
Niewykluczone, że w ubiegły piątek padł rekord frekwencji na
spotkaniach, jakie Miejska Biblioteka Publiczna w Kaliszu systematycznie
organizuje w swej siedzibie przy ul. Legionów. Nie tylko cała czytelnia
była zatłoczona, jak pociągi czy też sklepy mięsne w czasach PRL-u, ale
jeszcze spora grupa zainteresowanych ustawiła się grzecznie pod
drzwiami, w małym korytarzyku i hallu bibliotecznym, aby choć z daleka
posłuchać np. piosenek w stylu „Czy dziewczynie przy maszynie jest do
twarzy..."

Kolejne, trzecie już „Spotkanie z COOLturą"
poświęcono temu osobliwemu dziedzictwu kulturowemu, jakie pozostało nam
po latach PRL. Dr Piotr Łuszczykiewicz, który tradycyjnie pełni tu rolę
gospodarza, tym razem do współpracy zaprosił dr Jana Galanta, także
związanego z kaliskim wydziałem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w
Poznaniu. Na tę okazję pomieszczenia biblioteczne zostały też stosownie
udekorowane plakatami, afiszami i innymi elementami tzw. propagandy
wizualnej z tamtej epoki Spotkanie, które zatytułowano „Co nam po
PRL-u", ściągnęło bardzo zróżnicowaną wiekowo publiczność. A zarówno
starsi, wspominający z sentymentem czasy swej młodości, jaki najmłodsi,
dla których jest to tylko historia, bawili się znakomicie.

- Organizując to spotkanie -
wyjaśniał mu po zakończeniu imprezy Piotr Łuszczykiewicz - wyszliśmy z
założenia, że nie da się powiedzieć wszystkiego o PRL-u. Odrzuciliśmy
więc te wszystkie konteksty zbrodnicze i mroczne zakręty historii,
których nie można pogodzić z dość lekką konwencją naszych spotkań.
Chcieliśmy po prostu zobaczyć, co w nas zostało z tamtych czasów, jakie
obrazy PRL-u nam się utrwaliły i jakie mity w sobie hodujmy. Np. mit, że
wszyscy walczyliśmy z PRL-em (a jeśli tak, to kto go zbudował?), mit
„obudzonej królewny" (że nagle przyszła wolność i wszystko się zmieniło)
czy też mit, że w tamtych czasach wszystko było do kitu, że nie rodziły
się żadne arcydzieła A przecież było znakomite kino, malarstwo,
architektura, także literatura, o czym mówił Jan Galant. Dla mnie
pozostała tzw. popkultura, która była namiastką kultury zachodniej.
Zamiast Presleya mieliśmy Niemena, zamiast Beatlesów - Czerwone Gitary,
a zamiast Bonda - agenta J23.

Ale chciałem to jakoś ją
wybronić, bo przecież piosenki z lat 60-70 były literacko lepsze niż
obecnie; a poza tym myśmy je jakoś przetrawili, przeżyli, uczynili
częścią naszej tożsamości... Gdybyśmy tu zorganizowali poważną dyskusję
polityczną, PRL zostałby jednoznacznie potępiony i pogrzebany. Ale jeśli
odwołać się do naszych emocji, to okazuje się mamy też trochę
przyjemnych wspomnień.


- Dziś jeśli próbujemy
wartościować np. dorobek literacki PRL-u - powiedział m.in. Jan Galant -
to zazwyczaj oceniamy autora według jego życiorysu. Tymczasem pisarze
nigdy nie należeli do wzorów cnót, więc staram się oceniać raczej ich
książki. I dostrzegam sporo dobrej literatury chociażby w dorobku
Andrzejewskiego czy Konwickiego. Podobne zjawiska można dostrzec na
gruncie filmu czy sztuk plastycznych... „Ziemia obiecana" Wajdy to
przecież znakomity film, który zawsze i wszędzie się wybroni.

Najbardziej optymistyczną
informacji przekazał jednak już na zakończenie spotkania dyrektor
biblioteki Adam Borowiak. Jak się okazuje biblioteka ma szansę na nową
siedzibę. Jej lokalizacji wyznaczono u zbiegu ulic Legionów i
Górnośląskiej, a miasto już ogłosiło konkurs na projekt te go gmachu.
BS, Ziemia Kaliska, 11 kwietnia 2008

Fot.
Krzysztof Płociński
Aby powiększyć, kliknij na obraz