Logo Biblioteki Publicznej

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

Od Szekspira do Monty Pythona

(cykl: Spotkania z COOLturą)

Biblioteka Główna, 18 stycznia 2008

W ramach cyklu „Spotkania z COOLturą” Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu 18 stycznia 2008 roku gościła Tomasza Gruchota i Piotra Łuszczykiewicza. Zaproszeni wykładowcy Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM dzielili się z licznie przybyłymi słuchaczami własnymi spostrzeżeniami, jak angielska kultura potrafi przekazać angielską tożsamość.

Próba odgadnięcia tożsamości wybranej nacji europejskiej – mającej tak znaczącą czy wręcz fundamentalną pozycję w wielu dziedzinach – została podjęta w granicach określonych pomiędzy Szekspirem a Monty Pythonem. Te dwa bieguny to nie tylko ramy czasowe, ale także sposób myślenia i istnienia w świecie. Obaj filolodzy zgodnie przyznali, że Szekspir dla wielu jest „świecką biblią”. Jego dzieła są fundamentalne. Choć do spotkania nie sprowokował ich geniusz dramatopisarski, a fenomen angielskiego poczucia humoru, który jest obecny właśnie od Szekspira. Jego humor, dowcipy są czytelne do dziś. Przytoczone fragmenty „Makbeta” czy „Hamleta” – sztuk poważnych, krwawych, w których w zasadzie nie ma nic śmiesznego zaskoczyły zebranych. Rozmowa Magdufa z odźwiernym (lewą ręką podkłada nogę) czy rozmowa dwóch grabarzy (czyj to grób) to zderzenie z absurdem. Ktoś z sali mógłby zapytać: ale po co? Anglicy od wielu lat serwują nam swoje poczucie humoru, oswajają to, co myśmy oswoili znacznie później. Absurd towarzyszy nam w życiu, ale go nie zauważamy. Kiedy zderzamy się z absurdem w literaturze, kabarecie, wtedy ten absurd życiowy mniej boli. Dzielimy się nim i nie tylko dlatego, że jest dowcipny, ale w celach terapeutycznych. Takich absurdów jest u Szekspira bardzo wiele, co jakiś czas daje nam odetchnąć, nie po to, aby zmniejszyć grozę, ale po to, aby na moment odreagować i przysposobić nas do przyjęcia następnego uderzenia. Mówiąc o teatrze opowiadający starali się zwrócić uwagę zebranych na jeszcze jeden ważny element: w tamtych czasach chodzono do teatru jak do cyrku, ale, co ważne, nie z cyrkową świadomością. Ludzie przychodzili bez nabożeństwa, mieli świadomość wagi słów padających ze sceny, ale wiedzieli też, że nie ma powodu, aby waga tych słów wpływała na swobodę ich zachowania, przyswajano sobie treści, ale nie przez pozę przypisaną miejscu.

Co istotne w literaturze angielskiej, także u Szekspira, nie ma tematów tabu. To, co u nas wydawało się niestosowne, jeśli już się pokazywało, to w formie zawoalowanej, tam było rzeczą oswojoną. Wulgarny dowcip, brutalny utwór literacki, paszkwil były codziennością i nikt się nie obrażał.  W ramach  twórczości jednego autora można doszukać się utworów, które z jednej strony balansują na granicy dobrego smaku i pornografii, a z drugiej są uduchowionymi wierszami religijnymi. Na dowód przywołano twórczość Roberta Herricka, która nawet w XXI wieku może wywołać skandal. Człowiek funkcjonujący w kulturze angielskiej zawsze chciał mieć poczucie pełni, skrajności musiały funkcjonować w obrębie jednej osobowości. Nikt nie udawał, że coś nie istnieje, że jakaś sfera życia nie może mieć odzwierciedlenia w literaturze, bo nie wypada. Wypada wszystko, jest tylko kwestia pokazania tego w sposób artystyczny, ewentualnie okraszone dowcipem. Wszystko to, co obsceniczne czy wulgarne, Anglicy potrafią podać w takiej formie, która tę niestosowność niweluje.

Osobny fragment spotkania poświęcono relacjom damsko-męskim, potrzebie zainteresowania i efektownego zaprezentowania się. Wszyscy pamiętamy serię dowcipów o kobietach (o mężczyznach może mniej), ale nie wszyscy wiemy, że wiele z nich ma swoje źródło u fenomenalnego pisarza Oskara Wilde`a. Jego utwory są skarbnicą aforyzmów, wyrwane z kontekstu przybierają postać wręcz brutalną. W Polsce niejedna niewiasta poczułaby się dotknięta czy wręcz obrażona. Na Wyspach tego nie ma, najwyżej może pojawić się riposta. Zaprezentowane fragmenty scen z Rowenem Atkinsonem i Monty Pythonem przekonały zebranych, że są one naturalną konsekwencją tego, co zdarzyło się już wcześniej.

Cóż takiego jest w kulturze angielskiej, że cała masa obcokrajowców przybywa do Wielkiej Brytanii i współtworzy tę kulturę? Ikona angielskiej poezji - Tomas Elliot - przybył aż ze Stanów Zjednoczonych, aby tu pisać nowoczesną poezję. Ta kultura promieniuje, przyciąga jak magnes, ale czy można określić ją jako epicentrum kultury europejskiej? A może jest to imperializm intelektualny, emocjonalny? Dlaczego nigdy nie dostaje zadyszki? Zgromadzeni w piątkowe popołudnie w Bibliotece Głównej słuchacze mają już gotowe odpowiedzi.

Karena Łuszczykiewicz

                Aby powiększyć, kliknij na obraz

Fot. Karena Łuszczykiewicz