|
Biblioteka Główna przy ulicy Legionów 66
Globtroter.
Rzecz o Janie Ptaszynie Wróblewskim Gorące brawa powitały wchodzącego 6 września do Biblioteki Głównej w Kaliszu, na spotkanie z czytelnikami, Jana Ptaszyna Wróblewskiego, muzyka jazzowego, kompozytora, aranżera i dyrygenta. Przyczyną sympatycznego spotkania z Honorowym Obywatelem Miasta Kalisza była promocja książki Globtroter. Rzecz o Janie Ptaszynie Wróblewskim, której autorem jest syn muzyka - Jacek Wróblewski. Książka jest swoistą sagą rodzinną, ukazaną na tle dziejów Kalisza przełomu wieków. Losy rodziny, u korzeni której odnajdujemy nazwiska Stankiewiczów, Drelichów i Smekczyńskich, nierozerwalnie wiążą się z historią miasta. Prowadzący spotkanie Jan Cegiełka (znawca jazzu i przyjaciel Wróblewskich) niezwykle umiejętnie rozdzielił snucie opowieści pomiędzy ojca i syna. Jackowi Wróblewskiemu, dziennikarzowi, przypadła w udziale część bardziej prywatna, zaczerpnięta z rodzinnych przekazów stryja Andrzeja zwanego Prezesem (dlaczego – odpowiedź w książce) oraz kuzyna Stanisława Drelicha, kustosza rodzinnych pamiątek. Utrwaloną na kartach książki historię rozpoczyna prababka autora, niezwykle obrotna szwaczka, która trudniąc się przemytem - traktowanym zresztą jako czyn patriotyczny wobec prawa carskiego - zapewniła byt wielu pokoleniom swej rodziny. Zebrani na spotkaniu miłośnicy dobrej muzyki, zwłaszcza jazzowej, fani Ptaszyna, ale także zbieracze calisianów mieli okazję odbyć sentymentalną podróż po mieście od czasów gubernatora Daragana aż po lata 50-te XX wieku. Z warszawskiej perspektywy poznaliśmy kolejne fazy świadomości jazzowej Ptaszyna. Przywołano nazwiska licealnych kolegów Sobieraja i Kaczorowskiego, którzy wspólnie z Janem Wróblewskim marzyli o graniu w orkiestrze Romana Koło – ówczesnego autorytetu wyznaczającego kierunki i ścieżki rozwoju muzycznego. Wskrzeszono Jana Zylbera, kolegę z klasy, którego losy muzyczne na wiele lat splotły się z dziejami bohatera spotkania, a któremu Ptaszyn zawdzięcza, tak trywialną dziś, ucieczkę przed wojskiem. To właśnie podczas opowieści o Politechnice Poznańskiej Mistrz wyraźnie się ożywił. Jak się okazało, tam po raz pierwszy dostąpił zaszczytu posiadania saksofonu, dziś jego znaku firmowego. Spokojnym, niskim, tak dobrze znanym z Programu III Polskiego Radia głosem zdradzał tajemnice swych początków jazzowych. Pobytu w Poznaniu, znajomości i wspólnego grania z Milianem czy Komedą, przejścia do Krakowa i Warszawy. Rzucane niby od niechcenia kolejne, wielkie nazwiska jazzu utwierdzały publiczność w przekonaniu, że mają do czynienia ze światowym człowiekiem. Począwszy od Festiwalu – NEWPORT’58 w Stanach Zjednoczonych, kiedy jako jedyny spoza „żelaznej kurtyny” grał w Międzynarodowej Orkiestrze Jazzowej pod kierownictwem Marshalla Browna, poprzez koncerty w Europie i Azji aż po egzotyczną Afrykę. Skromny, życzliwy wobec publiczności Ptaszyn pytany o dobre relacje z tzw. konkurencją odpowiadał rozbrajająco, że szczęście do ludzi odziedziczył po babce. Obaj panowie Wróblewscy zgodnie twierdzili, że prezentowana książka nie jest dokumentem ani biografią (ostatniej nie pisze się osobom żyjącym), jest sfabularyzowaną historią wielkiego muzyka. Książką opartą na faktach, relacjach, ale i domysłach. Dialogi służą uniknięciu nudnej publicystyki i są ukłonem w stronę miłośników książek lekkich, łatwych i przyjemnych – czytadeł. Dopełnieniem spotkania był multimedialny pokaz zdjęciowy oraz sącząca się w tle charakterystyczna muzyka. Przygotowane do sprzedaży książki rozeszły się w kwadrans. Nikogo nie dziwiła też obecność szkolnych kolegów Ptaszyna. Następnego dnia muzyk świętował 55-lecie matury w kaliskim Liceum im. Adama Asnyka. Karena Łuszczykiewicz Aby powiększyć, kliknij na obraz Fot. Krzysztof Płociński |